Nie uległa wątpliwości, że różne narody mają swoje własne poczucie humoru. Z czego innego śmieją się Polacy, a z czego innego Niemcy. Najbardziej jednak rozpoznawalny i rozpowszechniony jest humor angielski. Oczywiście nie każdy go lubi, gdyż jest bardzo specyficzny i abstrakcyjny. Na całym świecie mimo to można spotkać duże rzeszę fanów skeczy, które prezentowała grupa Monty Python’a. Korona i najbardziej rozpoznawalna rzecz, jaka wyszła spod tego szyldu, to rzecz jasna legendarny i kultowy Latający Cyrk. Program ten był swojego czasu emitowany nawet w Polsce i z tego co pamiętam, gromadził przed telewizorami naprawdę wiele osób. Któż z nas nie pamięta skeczu o tak zwanym zabójczym dowcipie, budyniów grających w tenisa, martwej papugi, hiszpańskiej inkwizycji czy wielu wielu innych. Panowie z Monty Python-a mają na swoim koncie również kilka długometrażowych produkcji. Są to:  Sens życia według Monty Python-a, Żywot Brian-a oraz Święty Grall. Ciężko powiedzieć, która z tych produkcji jest najlepsza. Dlatego uważam, iż każdy powinien zobaczyć wszystkie.

Niektórzy i ja do nich również się zaliczam) twierdzą, że polska scena kabaretowa coraz bardziej podupada. Oczywiście są niekwestionowane gwiazdy, które zawsze trzymają poziom. Dość tu wymienić Kabaret Moralnego Niepokoju, Neo-nówkę czy Ani Mru Mru. Cała reszta sceny w moim mniemaniu próbuje nieudolnie przeskoczyć, albo chociaż doskoczyć do poprzeczki, którą wysoko zawiesiły wymienione wcześniej kabarety. Nie to jest jednak jedyny problem współczesnego kabaretu. Dziś, kiedy nie ma cenzury i o wszystkim można mówić wprost i bez ogródek, w kabarecie brakuje finezji w skeczach, brakuje inteligentnego żartu, puenty, która zmusza do pewnej refleksji. Dziś z wszystkiego śmiejemy się wprost, a żarty są nie za bardzo wyszukane. Cały dowcip w dzisiejszych czasach oparty jest głównie na przejaskrawieniu jakiegoś zjawiska czy też jakiejś konkretnej znanej osoby, bądź przedstawicieli pewnych środowisk (kibole, księża, policjanci). Nie wiem jak Państwo, ale ja naprawdę bardzo tęsknie za kabaretem Tey czy też Wojciechem Młynarskim…Wspomnień czar.

Nową formą kabaretu, która w Polsce, co prawda zawsze miała swoich świetnych przedstawicieli, lecz nigdy nie była specjalnie mainstream-owa jest tak zwany stand-up. Polega on na tym, że jedna osoba wychodzi na scenę, staje przy mikrofonie i rozpoczyna swojego rodzaju monolog, który oczywiście ma rozbawić publiczność. W tej dziedzinie zawsze błyszczeli między innymi Jerzy Kryszak, Marcin Daniec, Artur Andrus czy Andrzej Poniedzielski. Mimo tak świetnych tradycji w stand-up-ie mamy naprawdę bardzo mało młodego narybku. Młodzi twórcy kabaretu boją się zmierzyć z tą sceniczną formą, bowiem odsłania ona najbardziej słabości nie tylko samego komika, ale także jego tekstów. Jednym z najlepszych polskich stand-up-erów młodego pokolenie jest bez wątpienia Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Jego występy zawsze wypełniają wszystkie hale po brzegi. Któż z nas nie widział choć raz jego słynnych wystąpień z telefonem do mamy bądź też opowieści o tym, co przeżył z niejakim „Badylem”. Mało tego. Pan Robert pisze także teksty dla innych przedstawicieli stand-up-u. Wśród nich jest między innymi Andrzej Grabowski. Miejmy nadzieję, że stan-up w Polsce jeszcze się rozwinie, bo mamy przecież piękne (wspominane w tym tekście) tradycje w tej formie kabaretowej.

Jeszcze jakieś 10 lat temu niezwykle popularne były książeczki z krótkimi dowcipami. Można je było dostać dosłownie w każdym kiosku. Książeczki te były rożne. Najczęściej podzielone tematycznie. Były więc kawały o słynnym Masztalskim. O Wąchocku czy też o policjantach lub z cyklu „poznajmy się„. Nie był to może humor wyrafinowany i finezyjny, ale taka książeczka przeważnie mieściła się bez problemów do kieszeni, dzięki czemu mogliśmy poczytać sobie fajne dowcipy w każdym miejscu i momencie. Dziś, książeczek z kawałami jest w kioskach jak na lekarstwo. Po prostu nie opłaca się ich już wydawać, bo coraz mniej osób je kupuje i czyta. Po co więc marnować fundusze na drukowanie czegoś, co i tak się nie sprzeda. Książeczki z kawałami nie są nam już potrzebne, bo obecnie praktycznie każdy z nas może sobie odnaleźć i poczytać dowcipy w internecie w telefonie komórkowym lub w komputerze w pracy. Szkoda mimo wszystko, że czasy świetności książkowych dowcipów minęły. Zawsze to jakoś podwyższało statystykę czytania Polaków.

Jest to chyba najdłuższy, cykliczny oraz najbardziej ryzykowny projekt kabaretowy w historii polskiego humoru, ale jak widać po statystykach oglądalności, jest to eksperyment udany. Mam tu na myśli oczywiście improwizowany, kabaretowy serial Spadkobiercy. Tak. Czegoś takiego jeszcze nie było. Scenariusz każdego odcinka jest prowizoryczny i jest tylko zarysem tego, co ma się wydarzyć. Cała reszta- czyli dialogi, pozostają w gestii aktorów- czyli członków różnych kabaretów, a w Spadkobiercach udział biorą same gwiazdy polskiej sceny kabaretowej. Dość tu wymienić takie nazwiska jak Górski, Wójcik, Andrus czy Bałtroczyk. Jakby i tak smaczków było mało, to dodatkowo w każdym odcinku udział bierze także zaproszony gość- gwiazda spoza branży kabaretu. Goście również nie mają ustalonych dialogów, a o tym kogo grają dowiadują się dopiero przed samym występem, stojąc już na scenie. Warto również wspomnieć kilka słów o samym pomysłodawcy Spadkobierców. Jest to Dariusz Kamys, znany bardzo dobrze wszystkim fanom kabaretów.

Dawniej niezwykle ważną częścią kabaretu, nadającą mu pewnego rodzaju rys poetycki, była piosenka. Prym w tej dziedzinie wiedli oczywiście panowie Wasowski i Przybora – czyli Starsi Panowie. Któż z nas nie pamięta taki szlagierów kabaretowej piosenki jak np. Adios Pomidory czy też Piosenka jest dobra na wszystko. Dziś widzowie raczej nie przepadają za piosenkami w kabarecie. Z pewnością dlatego, że nie tworzą one przeważnie nowej, oddzielnej jakości, lecz są raczej pastiszem, parodią znanych już przebojów i nie niosą za sobą żadnego przekazu. Szkoda, bo dalej przypominając sobie tuzów piosenki kabaretowej przychodzi mi na myśl także Wojciech Młynarski. Podejrzewam, iż nikt tak dobrze jak on nie potrafił humorystycznie spuentować rzeczywistości. Obecnie autorskie piosenki w kabarecie, odrębne, a nie wyśmiewające znane przeboje można policzyć na palcach, tak samo jak i ich twórców. Artur Andrus tutaj bezapelacyjnie wiedzie prym od lat. Tuż za nim jest kabaret Moralnego Niepokoju, a listę mógłbym zamknąć coraz mniej udzielającym się już Krzysztofem Daukszewiczem.

Obecnie, dzięki internetowi kabaretem może się parać praktycznie każdy mający pomysł na pastisz, wyśmianie kogoś, bądź jakiegoś zjawiska. Wystarczy bowiem nagrać filmik i wrzucić go np. na YouTube. Proszę zauważyć, że w internecie, aż roi się od parodii, które są dziełem zwykłych, normalnych i szarych ludzi, którzy nie udzielają się na kabaretowych scenach. Parodie takie mogą robić i robią wszyscy. Młodzi, starsi, studenci itd. Często jednak wiele osób, które upubliczniają swoje kabaretowe wyczyny w internecie, zapomina, że tym co jest najważniejsze w parodii jest pewnego rodzaju finezja, smak i intelekt. Nie wystarczy bezczelnie kogoś obśmiać i tyle. Ważne jest aby to wszystko mieściło się w pewnej umownej konwencji i nie było przesadzone. Nie ma bowiem nic gorszego niż przesadzona parodia – czyli parodia parodii. Nie każdemu to się udaje, ale niestety każdy próbuje. Nie jest to dobra droga dla formy, którą jest parodia. Zawsze bowiem była ona kojarzona przede wszystkim z bystrością, mądrością oraz umiejętnościami aktorskimi, a nie tylko z prostactwem.

Zapewne mało kto się nad tym zastanawiał, ale początkiem rozrywki, którą dziś określamy mianem kabaretu, były komedie, które wystawiano na teatralnych deskach w starożytności. Proszę sobie przypomnieć jakąś antyczną komedię. Czyś nie posiada ona przerysowanych postaci, których charaktery zostały przez autora nakreślone grubą kreską? Czy nie są słodko – gorzkim podsumowaniem wydarzeń i społeczeństwa tamtych czasów? Oczywiście, że są. Teraz ktoś może się oburzyć i powiedzieć, że przecież takiej teatralnej komedii nie ma co porównywać do kabaretu, bowiem sztuki teatralne w starożytności miały misję! Katharsis! Tak, pełna zgoda. Miały misję, ale współczesny kabaret również ma misje. Artyści kabaretowi na scenie nabijają się z pewnych grup społecznych bądź zjawisk czy wydarzeń po to, ażeby humorem nauczyć widownię, że coś jest złe lub nie dobre. Na pewno nie każdy kabaret tak traktuje swoje istnienie sceniczne, ale zapewniam, że tych z misją jeszcze trochę zostało, wobec czego naprawdę nie należy narzekać na poziom kabaretu, tylko pokornie przejrzeć się w lustrze satyry.

W naszym kraju jest naprawdę dużo okazji do tego aby się pośmiać. Sceny są wręcz zalewane artystami kabaretowymi. Czy ten humor śmieszy jednak Polaków? Okazuje się, że nie do końca. Rodacy przychodzą na występ kabaretowy i oczekują tak zwanych fajerwerków. Znudzeni jesteśmy ciągłym wyśmiewaniem polityków i kościoła. Polskiego odbiorcy żarty te już nie bawią. Stajemy się coraz bardziej wymagający. Zwykły skecz ze śmiesznie przebranymi aktorami nie spełnia naszych oczekiwań. Chcemy coraz więcej. Niezmienną popularnością cieszy się natomiast humor angielski. To określone poczucie humoru jest bardzo popularne od czasów Monty Pythona. Anglicy mają jeszcze jedną zaletę, potrafią śmiać się z samych siebie. Niestety nasi rodacy nie mają poczucia humoru na własny temat. Kiedy komik pokazuje nasze typowe wady narodowe jesteśmy w stanie się oburzyć i wyjść z występu. Jak zauważa psycholog Wrocław, brakuje nam dystansu do naszej narodowości i to jest chyba największy problem związany z poczuciem humoru Polaków.

Archiwa

Polecane strony

CSR to pojęcie Tobie nieobce? Zainwestuj w ekologię z firmą Tadeusz Olejnik sp. z o.o. – sprawdź: myjnia ekologiczna , spełniająca wszystkie normy europejskie oraz gama produktów i maszyn czyszczących. Zapraszamy!